Koperta ze znakiem małpki.

urzadatum [dot] opole [dot] pl

Strona z projektami dofinansowanych z funduszy europejskich realizowane przez Miasto Opole
Strona z informacją o projektach dofinansowanych ze środków budżetu państwa
Strona główna elektronicznej platformy usług administracji publicznej
Strona Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Miasta Opole
udostępniony zestaw kanałów informacyjnych RSS strony www.opole.pl
Tłumacz języka migowego
tekst łatwy do odczytania ETR
Miasto
Kultura

Eliza Kącka będzie gościem Opolskiej Jesieni Literackiej (wywiad)

Eliza Kącka fot. Grażyna Makara

Eliza Kącka triumfuje! Jej poruszająca, błyskotliwie napisana książka „Wczoraj byłaś zła na zielono” zdobyła Nagrodę Literacką Nike 2025 – docenili ją jurorzy oraz czytelnicy. To literacki wybuch emocji – opowieść o relacji matki i córki, o odwadze mówienia własnym głosem. Autorka udowadnia, że współczesna literatura może być jednocześnie, dzika, czuła i bezkompromisowo prawdziwa. Spotkanie z Elizą Kącką w ramach Opolskiej Jesieni Literackiej, w piątek 7 listopada 2025 r., o godzinie 18.00  w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu, ul. Minorytów 4.

– Ostatnie tygodnie to istne szaleństwo za sprawą Pani książki „Wczoraj byłaś zła na zielono", mnóstwo ludzi o niej mówi, czyta i zagłębia się 
w temat. Czy kiedy ta książka powstawała, miała Pani świadomość, że powstaje książka niezwykła, także językowo?
– Takiej świadomości – świadomości efektu, pewności – chyba nigdy się do końca nie ma. Miałam nadzieję, to przyznam, na stworzenie, projektowanie takiego języka, który uniósłby – i nakręcił – opowieść. Opowieść o naszym świecie – z całym ładunkiem dziwności. Język zupełnie transparentny by chyba nie podołał, trzeba było stworzyć dukt własny.
– Nike to nie tylko nagroda ale też popularność i szum wokół całej twórczości autora. Jak się Pani odnajduje w tej sytuacji?
– Nie jest to łatwe: już przed nagrodą spotkań w związku z książką było mnóstwo, zatem program jest wysiłkowy. A jednocześnie jest to doświadczenie piękne: ludzie odkrywają książkę, zagadują, piszą. Ciekawy to etap w moim życiu.
 

okładka książki wczoraj byłaś zła na zielono


– Bohaterką książki jest Pani córka, w spektrum autyzmu. Mnóstwo rodziców mierzy się z doświadczeniem opieki nad dziećmi z tego rodzaju problemami. Co chce Pani im przekazać przez powieść?
– Chcę im powiedzieć, że znam ciężar tego doświadczenia, to raz. I że nie jest to doświadczenie o określonych ramach czasowych, z załączoną obietnicą „pełnego wyjścia z tego”. Jedni radzą sobie całkiem nieźle, inni nie, ale żyje się z cieniem. Z obawą o niesamodzielność, z lękiem. A świat społeczny nie zawsze asekuruje, czasem i wydatnie przeszkadza. Ale nie tylko to jest przesłaniem książki, bynajmniej. Napisałam ją jako apologię innego świata i wyraz miłości, szacunku dla niego. Bardzo zależało mi, by indywidualność mojej córki była centrum tej opowieści, by nie zakryły jej kłopoty, problemy. I chyba każdy może tak spojrzeć – mimo bólu.
– Używa Pani stwierdzenia „detaliczność pamięci”, która pomagała Pani pisać tę książkę. Czy korzystała Pani także z notatek, pamiętników?
– W małym stopniu. Pamiętników nie prowadzę, prowadziłam zapiski. Nie „pod książkę”, po prostu. Niektóre rzeczy, określenia, daty chciałam zapamiętać. „Detaliczność” bierze się raczej z siły doświadczeń, intensywności – nie dało się nie zapamiętać sytuacji trudnych lub szczególnie poruszających. A bywa i tak, że „detaliczność” bierze się z rytuału, z wielokrotnych powtórzeń słów, gestów, tras. Przy którymś obrocie sceny zapamiętuje się całość – jak w teatrze, po kolejnej próbie.
– Pisze Pani o trudnościach, o izolacji i odrzuceniu, ale także o chwilach pięknych, budujących. Czy to jest opowieść o traumie czy raczej o dojrzewaniu do wspólnego bycia, do zrozumienia się?
– O jednym i drugim, acz to drugie okazuje się istotniejsze. Taki w każdym razie jest mój bilans.
– Jaka jest teraz Ruda – córka i bohaterka Pani książki? Czy Wasz świat jest teraz bardziej wspólny i spójny?
– Ruda jest już – w życiu realnym, własnym – dorosłą kobietą, zaczęła studia. Że do tego doszła (i że do tego doszło) pozostaje dla mnie do dziś kapitalnym fenomenem. Jasne, zdaję sobie sprawę z ogromu pracy – nie tylko jej pracy, mojej, ale i wszystkich, którzy udzielali wsparcia. Niemniej nie przestaję się dziwić. Córka jest swobodniejsza w komunikacji, znacznie bardziej zorientowana w świecie. I tak, nasz świat stopniowo stawał się coraz bardziej światem wspólnym.
 

Eliza Kącka fot. Mirosław Kazmierczak


– W sytuacji trudnego macierzyństwa i ciągłego zmęczenia trudno  pamiętać o sobie, swoich potrzebach, o swojej kobiecości. Jak się Pani udawało zachować złoty środek i własny świat? 
– Nie wiem, czy da się mówić o złotym środku, ale jeśli idzie o strategie trwania i przetrwania, to bycie twórczym pomaga. Uświadomiłam sobie w pewnym momencie, że wycofanie się, rezygnacja z realizacji siebie nie tylko nie uratuje córki, ale nic dobrego z naszym światem/ polem wspólnym nie zrobi. Więcej: wycofanie się rodzica bywa i dla dziecka sygnałem beznadziei. Oczywiście, życie weryfikuje plany i nie da się sprostać wszystkiemu. Wielu rzeczy nie zrobiłam. Ale snułam opowieść, najpierw niespisywalną, bardzo osobną, ale i tę brałam za jakiś rodzaj twórczości. Nie tylko to, co zamkniemy w okładkach jest twórczością. 
– Dużo pisze Pani także o przyrodzie i zwierzętach w Waszym życiu. Proszę o tym opowiedzieć czytelnikom „Opole i kropka”.
– Lis ma w naszym życiu znaczenie magiczne; to zwierzę totemiczne Rudej, jeśli tak mogę to określić. Ale i szerzej: natura odgrywała – zwłaszcza w jej dzieciństwie – wielką rolę. Uspokajała, stabilizowała, a jednocześnie podniecała do eksploracji. Las okazywał się nie tyle zielonym spacerownikiem, co autonomicznym światem. Myślę, że to ją ostatecznie ratowało: kontakt z naturą. Zwłaszcza nieudomowioną.
– Chcę zapytać Panią o to jak Pani pracuje, jak wygląda proces twórczy. Mówią, że  najlepsze teksty pisze się w ciszy. Jak u Pani to wygląda?
– Na ciszę zazwyczaj mnie nie stać, choć jej szukam. Proces twórczy w moim wypadku nie należy do płynnych. Do zdyscyplinowanych takoż. Piszę, półleżąc na kanapie, rzadko przy biurku. Przy stołach bibliotecznych pisałam doktorat, ale nie prozę. Muszę wprowadzić się w aurę pisaniową, a jest to ciut odmienny stan umysłu. Zapiski z dialogów miejskich sporządzam wszędzie. 
– Wiem, że uwielbia Pani twórczość Bolesława Leśmiana. A czy ma Pani ulubioną poetkę?
– Owszem, bardzo cenię pisarstwo Wisławy Szymborskiej (nie tylko jej poezję zresztą). Za prowokacje, podniety, ćwiczenia intelektualne. Zmysł paradoksu. Humor i celność egzystencjalną.
– Co we współczesnej literaturze polskiej Panią zachwyca, a co martwi lub irytuje?
– Zachwyca mało co. Cenię kilku autorów, kilka autorek, owszem, wąskie to grono. Martwi mnie słabość artystyczna lub rezygnacja z artyzmu. Temat, problematyka nie powinny sekować formy. Smuci powtarzalność pomysłów na książkę. Chciałabym większej różnorodności.
– Dziękuję za rozmowę.
 

Rozmawiała: Agnieszka Książek-Nowacka

Dane kontaktowe
Urząd Miasta Opola
ul. Rynek 1A
45-015 Opole
77 45 11 800
urzad [at] um.opole.pl
Lokalizacja