"Złote rączki Opola". Stolarz i ślusarz z opolskiego teatru lalek
Zapraszamy na drugą odsłonę cyklu, w którym prezentujemy wyjątkowe, lecz coraz rzadziej spotykane zawody. Przybliżamy sylwetki dwóch Opolan, którzy w swoich rękach mają niezwykle precyzyjny fach. Może się wydawać, że ich miejsce pracy nie łączy się z umiejętnościami, jakimi mogą się poszczycić. Bo czy każdy wie, że stolarz i ślusarz to zawody, które spotkamy w teatrze?
Rzemiosło i sztuka
Mowa o dwóch pracownikach Opolskiego Teatru Lalki i Aktora, którzy swoje rzemiosło łączą z pierwiastkiem artystycznym: Edmund Ciernia – ślusarz i Radosław Gałek – stolarz. Ich sąsiadujące ze sobą pracownie to miejsca, w których dosłownie wióry i iskry lecą. Są bowiem częścią zespołu technicznego, która pracuje bezpośrednio przy tworzeniu dekoracji teatralnych. Największe i najcięższe, drewniane i metalowe konstrukcje wychodzą spod ich rąk. Muszą zatem wykazać się wyjątkowymi zdolnościami, bo przy tworzeniu scenografii liczy się zarówno mocna konstrukcja, jak i walory estetyczne. Sztuką jest precyzyjne połączenie tych elementów. Ci panowie robią to już od wielu lat i, jak twierdzą: ich praca jest ciągle zaskakująca i nigdy się nie nudzi.
Początki w teatrze
Radosław Gałek swoją przygodę z teatrem rozpoczął w 1998 roku. Wcześniej doświadczenie zdobywał w firmie meblarskiej, a także jako konserwator – najpierw w urzędzie, a później w ogrodzie zoologicznym, gdzie między innymi reperował ogrodzenia. Jak żartobliwie twierdzi, za jego czasów żadne zwierzę nie uciekło. Może to nie przypadek, że gdy pojawił się w teatrze, trafił na premierę „Kota w butach"? W każdym razie pojawił się, został i za dwa lata będzie obchodził okrągły jubileusz na tym stanowisku.
Edmund Ciernia przyszedł do OTLiA w 2009 roku. Wówczas teatr poszukiwał ślusarza „na już”. Pan Edmund zgłosił się, choć wcześniej był konserwatorem i nie pracował w zawodzie ślusarza. Ówczesny kierownik techniczny zaoferował mu cztery dni próbne, które miały pokazać jego umiejętności. Został przyjęty po pierwszym dniu. Przygotowywano wtedy premierę sztuki „Miłość do trzech pomarańczy", której scenografia była tworzona z wielkim rozmachem. Nie zniechęciło to jednak pana Edmunda, a wręcz przeciwnie – ujęło.
Precyzja wykonania
Scenografia teatralna powstaje na bazie projektów, które tworzy scenograf. I choć poszczególne elementy są na nich rozrysowane i zwymiarowane, to nie zawsze wystarczy, by powstał element scenografii, który na scenie prawidłowo spełnia swoją funkcję. Część rzeczy po prostu wychodzi w praktyce.
– Praca stolarza czy ślusarza w teatrze znacznie różni się od tej, którą wykonywalibyśmy w innych warunkach – mówi pan Edmund. – Tworzymy coś, co musi być zgodne z projektem scenografa, a to jest rzecz artystyczna, z dużą ilością technicznych elementów: zapadek, rolek, klapek. Na scenie wszystko musi działać bezawaryjnie – dodaje. To nie zawsze jest proste, a do tego dochodzi presja czasu. Okres prób przed premierowym pokazem jest zawsze w teatrze intensywny, wiąże się z dużym stresem i wzmożonym wysiłkiem. – Bywa, że na porannej próbie testujemy element
dekoracji, który nie działa tak, jak powinien. Musimy wtedy dokonać szybkich poprawek, by już za kilka godzin można go było wykorzystać na scenie – przyznaje pan Edmund.
Umiejętności nie do zastąpienia
Przy pracy tego rodzaju trudno sobie wyobrazić, że zastąpi ją sztuczna inteligencja. Jak twierdzą panowie, ich praca pod kątem technologicznym niewiele się zmieniła na przestrzeni lat.
– Niekiedy proste rozwiązania są po prostu najlepsze – przyznaje pan Radosław i dodaje: – Oczywiście, elementy, które tworzą dekoracje są skomplikowane i przy ich tworzeniu korzystamy z podstawowych maszyn, które ułatwiają nam pracę. Jednak najwięcej staramy się wykonać własnymi rękami. Nie ulega natomiast wątpliwości, że na przestrzeni lat zmienił się charakter teatru lalek i, co za tym idzie, scenografii. – Kiedyś było znacznie więcej spektakli parawanowych, więc nasza praca nie była aż tak wymagająca. Dziś dekoracje są coraz większe, cięższe i bardziej rozbudowane – przyznaje pan Radosław. Ale to dla naszych bohaterów nie powód do narzekań, tylko wartość, dzięki której ich praca jest wciąż fascynująca.
Praca, której nie zamieniliby na żadną inną
Na pytanie, czy lubią swoją pracę, odpowiadają zgodnie, że nie byłoby ich tutaj tak długo, gdyby było inaczej. Stolarskie i ślusarskie zadania podczas realizacji premiery są niepowtarzalne. Tu nie ma monotonii: nawet jeśli pracują z tą samą materią, to za każdym razem muszą stworzyć coś innego. I jest to coś, co później cieszy oczy wielu widzów. I to od lat.