Koperta ze znakiem małpki.

urzadatum [dot] opole [dot] pl

Strona z projektami dofinansowanych z funduszy europejskich realizowane przez Miasto Opole
Strona z informacją o projektach dofinansowanych ze środków budżetu państwa
Strona główna elektronicznej platformy usług administracji publicznej
Strona Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Miasta Opole
udostępniony zestaw kanałów informacyjnych RSS strony www.opole.pl
Tłumacz języka migowego
tekst łatwy do odczytania ETR
Miasto
Kultura

Mój tata jest wśród nas - rozmowa z Katarzyną Wodecką-Stubbs

fot. S. Mielnik

Zbigniew Wodecki wylansował wiele przebojów, które zapewniły mu nadzwyczajną popularność i stały się, obok burzy włosów, jego znakiem rozpoznawczym. Regularnie pojawiał się także w Opolu, które bardzo lubił. O najwybitniejszej osobowości polskiej estrady i ikonie opolskiego festiwalu rozmawiamy z ukochaną córką artysty, Katarzyną Wodecką-Stubbs.

 

fot. arch. prywatne

 

– Przenieśmy się do czasów Twojego dzieciństwa. Jak to jest mieszkać pod jednym dachem z ikoną polskiej piosenki? Jak to jest być dzieckiem Zbigniewa Wodeckiego?

– Myślę, że długo się z siostrą i bratem nie zorientowaliśmy, że jesteśmy w domu z „gwiazdą”, dlatego że nasz dom, dzięki mamie, był zupełnie normalny. Taki krakowski, mieszczański, gdzie spotykali się znajomi i przyjaciele mojego ojca, którzy grali w kości, biesiadowali, komponowali razem piosenki. Zresztą prawdopodobnie większość z nich to ikony polskiej piosenki albo polskiego tekstu. Bo przecież przyjaźniliśmy się i z Andrzejem Zaryckim i Andrzejem Mleczko czy Januszem Terakowskim. Żyliśmy w grupie artystów i nie czuliśmy tego za bardzo, to było naturalne. Myślę, że najbardziej odczuwalny moment posiadania znanego taty był wtedy, gdy wychodziliśmy z domu, a mieszkaliśmy w samym centrum Krakowa i rozpoczynały się te wszystkie sytuacje z autografami, wycieczkami szkolnymi, całe oblężenia ludzi. I to rzeczywiście zwracało naszą uwagę, że coś tu jest nie tak. Tata komponował w domu. Na pięknym fortepianie w tak zwanej jadalni, która została mu oddana pod pracownię. Zamykał się tam i na takich wielkich partyturach zapisywał nutki ołówkiem. To było fajne, bo ja nawet pamiętam, że był taki sklep papierniczy, do którego byliśmy wysyłani po gumkę myszkę, ołówek i temperówkę. To były narzędzia taty do pracy. Musieliśmy być wtedy cichutko. Możliwe, że moja mama zbudowała swego rodzaju piedestał, że tata jest artystą i nie można mu przeszkadzać. Ale też nie był to taki przerażający piedestał, że nie wiadomo kto tam siedzi i że się go boimy, tylko tworzyło się coś wyjątkowego. Jak się komponuje muzykę, to są to piękne dźwięki. A tata tworzył całe partytury orkiestrowe, co prawda na fortepianie, ale grał też na skrzypcach i śpiewał. Czasami prosił nas nawet, żebyśmy dośpiewali mu jakieś chórki, co wtedy było dla nas przerażające i stresujące. Zresztą rzadko bywaliśmy w studio. Raczej byliśmy tym ołówkiem i tą temperówką (śmiech).

– A jakim był ojcem?

– Byłam bardzo blisko z tatą, ale tak na dorosło i świadomie, to chyba dopiero jak skończyłam 18 lat, czyli po większości buntów nastolatka. I też w momencie kiedy mój tata troszkę bardziej dojrzał, bo przecież miał niewiele ponad 20 lat, gdy pojawiły się dzieci i jednocześnie pojawiła się wielka kariera. Ojciec był „jeżdżący”, więc jak przyjeżdżał to było ważne, żeby spędzić razem czas. A tatą był śmiesznym, bo w ogóle go nie interesowała szkoła i jak się uczymy. To zdrowie było najważniejsze. Bardzo lubił oglądać filmy dokumentalne, więc czasem wszyscy leżeliśmy gromadką w łóżku i oglądaliśmy różne historie. Lubiliśmy też chodzić razem do kina i na spacery. Natomiast nie spełniał tych standardowych obowiązków taty, który musi motywować do bardzo męczących dla nastolatka działań (śmiech). A dopiero jak byliśmy starsi, to się okazało, że ta różnica wieku między nami jest na tyle niewielka, i sposób wychowania nas taki bardzo partnerski, że łatwo było nam przejść z relacji córka-ojciec, syn-ojciec do pozycji przyjacielskiej. Tata traktował nas jak dorosłych, może nawet trochę za wcześnie, ale to wszystko ostatecznie dobrze się poukładało, bo żyliśmy przez całe życie ze sobą i spotykaliśmy się bardzo regularnie. Tata dzwonił do nas codziennie.

– W 1972 roku Zbigniew Wodecki zadebiutował na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, na którym później pojawiał się regularnie. Czy to był ważny czas dla Twojego taty?

– Na pewno opolski festiwal był jednym z najważniejszych miejsc na mapie Polski jeśli chodzi o muzykę, dlatego tata tak często tam bywał. My również z nim przyjeżdżaliśmy. Mamy nawet takie zdjęcie, jak jesteśmy mali i siedzimy na starych ławeczkach w amfiteatrze. Ogromnie dużo naszego życia towarzyszyło Opolu, a Opole nam. Tata był tam co roku i to było zawsze wydarzenie. A nawet jeśli nas nie było, to takim niepisanym obowiązkiem było oglądanie „Opola” w telewizji. Wiadomo było, że o godzinie 20.00 jest koncert i wszyscy grzecznie stawiali się przed telewizorem. Tata bardzo lubił wasze miasto. Jest kilka miejsc, w których wszyscy się spotykali. Cztery dekady muzyki polskiej przewijało się tymi samymi opolskimi szlakami. Kawał historii jest wokół amfiteatru i centrum.

– Śmierć Twojego taty była dla wszystkich ogromnym ciosem. Pamięć o Nim postanowiłaś uczcić powołując Fundację im. Zbigniewa Wodeckiego. Jakie są jej główne cele?

– Fundacja powstała po to, żeby zadbać o dziedzictwo i twórczość, bo wiesz mój tata był bardzo nonszalancki jeśli chodzi o kolekcjonowanie swoich kompozycji i nagrań. Był tak naprawdę bałaganiarzem i nie posiadał żadnego archiwum. Gdy zniknął, okazało się, że trzeba tego wszystkiego poszukać. Dlatego chciałam o to zadbać. A potem przerodziło się to w potrzebę przekazywania tej twórczości dalej, młodszym pokoleniom, piątej generacji fanów. Chcemy również pokazywać utwory nieznane, bo to tata spowodował, że w pewnym momencie grał tak zwane czternaście utworów, które były jego sztandarowymi hitami: „Izolda”, „Zacznij od Bacha” czy „Lubię wracać tam gdzie byłem”. A gdzieś się zapodziały te przepiękne nagrania z jego lat bardzo wczesnych – 70. i 80. I okazało się, że tej muzyki jest coraz więcej i więcej i wypływa dużo niespodzianek z archiwów. Wielkim sukcesem, takim moim prywatnym i bardzo emocjonalnym był fakt, gdy udało mi się wykopać stary jazz taty, który grywał na skrzypcach w latach 70. I jazzmani polscy, absolutnie pierwszej ligi, jak np. Leszek Możdżer, który właśnie taki duet z archiwalnym nagraniem stworzył uznali, że jest to po prostu świetna muzyka. Potem odkryliśmy partytury bardziej klasyczne i ogromnie dużo nagrań do teatru. Ja w ogóle mam wrażenie, że tata jest cały czas wśród nas. I nie chodzi mi o żaden patetyzm, tylko o to, że ludzie wciąż tak żywo na tatę reagują, wspominają i kochają go. Jest to fenomen dla mnie, że po sześciu latach reakcje na Zbigniewa Wodeckiego są nadal tak ciepłe, serdeczne i autentyczne.

– Organizujesz także „Wodecki Twist Festiwal”, który 28 lipca po raz pierwszy zawita do Opola. Czego możemy się spodziewać? Czy usłyszymy te mniej znane utwory?

– Już od sześciu lat festiwal ładnie funkcjonuje, a widzę to po naszej publiczności. Pokazujemy utwory taty w wykonaniu najlepszych artystów polskiej estrady. Zawsze grają z nami Kuba Badach, cudowna Alicja Majewska, Kayah, Sławek Uniatowski czy Ania Rusowicz. Chyba już wszystkie znane polskie nazwiska pojawiły się na naszych koncertach łącznie z młodymi, bo był przecież Dawid Podsiadło, Mela Koteluk, Daria Zawiałow, Ralph Kamiński. Koncepcja i format festiwalu polega na tym, aby grać utwory ojca w interpretacjach tychże artystów, ale w przepięknych aranżach i opracowaniach orkiestrowych, które tata tworzył. A pięknie je przekazuje w tonacjach Tomek Szymuś ze swoją orkiestrą. I za każdym razem staramy się pokazać utwory, które są mniej znane, takie jak „Najszczęśliwszy maj”, „Zbudujmy świat”, czy „Sobą być” i nagle się okazuje, że ludzie się w nich zakochują i nawet wyobrażają sobie, jakby to tata zaśpiewał.

– Opole także uhonorowało Twojego tatę. W tym roku, w ramach Trasy Muzycznych Murali, razem odsłoniliśmy malowidło przedstawiające Zbigniewa Wodeckiego. Co sądzisz o takiej inicjatywie?

– Ja w ogóle uważam, że trasa murali w Opolu, to jest znakomity pomysł. Mural to kolejny nośnik, który jest niezwykle ciekawy i niejednoznaczny, bo jednak jest sztuką graficzną. Kontekst muzyczny przypisany do Opola jest organiczny, natomiast fakt, że osobowości muzyczne są pokazywane zupełnie różnie w jakiś swoich kontekstach, to jest bardzo wyjątkowe. Tych murali taty rzeczywiście jest kilka w Polsce, natomiast ten w Opolu jest gigantyczny. To jest niezwykle wielki format w bardzo pięknym miejscu, także z radością uczestniczyłam w jego odsłonięciu. Namawiam tutaj jeszcze Opole i Pana Prezydenta na ławeczkę muzyczną, bo Plac Św. Sebastiana, przy którym znajduje się nasz mural, jest po prostu czarujący, to taka wasza opolska Toskania.

– Myślisz, że Twojemu tacie by się spodobał?

– Mój tata byłby zachwycony! Od dziecka uwielbiał być na scenie, cieszyć się graniem, być oklaskiwanym, lubianym. I to nie był narcyzm, tylko po prostu wielka potrzeba bycia z ludźmi i grania im muzyki tak bardzo blisko i bezpośrednio. Zresztą znany był z tego, że skracał bardzo dystans, spotykał się z ludźmi na ulicach Opola. Przypuszczam, że nie jeden opolanin wypił z tatą kawę albo herbatę. Więc ten mural po prostu sam się prosi, żeby tak w środku miasta być z ludźmi. I zadaję sobie sprawę, że nie każdemu może się podobać, ale jest to pewnego rodzaju hołd i upamiętnienie. I nie o to chodzi, żeby była to wklejona fotografia. A zdjęć mam bardzo dużo. Tata pojawia się na koncertach, tata śpiewa, tata gra, jest w telewizji. A mural to jest jednak sztuka. Podsumowując, jak to mój tata mówił: „Cokolwiek się mówi, oby się mówiło”. I to jest właśnie cały On – z przekąsem i dystansem…

 

fot. S. Mielnik

Fot. S. Mielnik
 

 

Rozmawiała: Alicja Kosakowska
 

Wywiad ukazał się w lipcowym wydaniu magazynu "Opole i Kropka": www.opole.pl/dla-mieszkanca/aktualnosc/lipcowy-magazyn-opole-i-kropka-juz-dostepny

 

Dane kontaktowe
Wydział Promocji
ul. Szpitalna 3b-5-7
45-010 Opole
bp [at] um.opole.pl
Lokalizacja