Koperta ze znakiem małpki.

urzadatum [dot] opole [dot] pl

Strona z projektami dofinansowanych z funduszy europejskich realizowane przez Miasto Opole
Strona z informacją o projektach dofinansowanych ze środków budżetu państwa
Strona główna elektronicznej platformy usług administracji publicznej
Strona Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Miasta Opole
udostępniony zestaw kanałów informacyjnych RSS strony www.opole.pl
Tłumacz języka migowego
tekst łatwy do odczytania ETR
Miasto
Kultura

Klaudia Budny - od księgowej do mistrzyni kuchni

Klaudia Budny

Finalistka 4. edycji programu MasterChef. Księgowa, której pasją jest gotowanie i mistrzyni kuchni, która kocha liczby. Już 30 lipca podczas Festiwalu Opolskich Smaków poprowadzi pokazy kulinarne, w trakcie których wspólnie z Wami, krok po kroku, wyczaruje nowe smaki. Tymczasem poznajmy Klaudię trochę bliżej.

 

Klaudia Budny

 

– Co skłoniło księgową do zgłoszenia się do programu MasterChef?

– Gotowanie od zawsze było moim hobby i bardzo chętnie oglądałam różne programy kulinarne podziwiając poczynania i osiągnięcia uczestników. Za każdym razem zastanawiałam się, jak to jest być po drugiej stronie ekranu, natomiast uważałam, że jeszcze za mało umiem, by wziąć udział w takim programie. Przyszedł jednak moment, w którym dowiedziałam się o castingu do MasterChefa z reklamy w telewizji. Dokładnie pamiętam…to była sobota, kiedy usłyszałam hasło z włączonego telewizora: „Ostatni casting do MasterChefa już jutro!” I pojechałam…(śmiech).

– Dotarłaś do finału programu. I co było potem? Bo chyba nie wróciłaś do księgowości?

– Na trzy miesiące wróciłam do pracy. Rezygnacja z niej nie była łatwą decyzją, długo to rozważałam. Jestem bardzo wdzięczna mojej przełożonej, która zapewniła mnie: „Klaudia, masz gdzie wrócić. Idź i spróbuj czegoś nowego.” Zmieniłam stabilną pracę, która dawała mi dużo satysfakcji i rozwoju na pracę, o której nie miałam pojęcia, nie znałam branży, nie wiedziałam, czy się z tego utrzymam i nie byłam w stanie sobie nawet wyobrazić, co mnie czeka. Jak się okazało rzeczywistość vs oczekiwania bardzo się różniły.

– Taką szkołą życia były dla Ciebie staże. Jak wspominasz praktykę u Michela Moran i najmłodszego zdobywcy gwiazdki Michelin w Wielkiej Brytanii Toma Kitchin’a?

– Staże to był potwornie trudny czas. Nie…nie trudny…to była straszna harówka. U Michela Moran stawiałam pierwsze kroki w gastronomii, po raz pierwszy widziałam profesjonalną kuchnię i poznawałam zasady tam panujące. Pomagałam ile umiałam i nauczyłam się mnóstwo, co przygotowało mnie do staży za granicą. Ale stanie 10-12 godzin to było dla mnie dużo po siedzącym trybie pracy. Natomiast staże w Edynburgu w trzech restauracjach Toma Kitchin’a to był totalny hardcore. Praca po 14-16 godzin, w bardzo wysokich temperaturach, przenosiłam setki kilogramów dziennie, spałam po 3 godziny przez prawie 3 tygodnie, ponieważ do pracy miałam 45 minut drogi pieszo. Szacunek do kobiet na kuchni nie istniał, wręcz przeciwnie. W dzisiejszych czasach stażyści by po prostu wyszli. Ja wytrwałam. Czy było warto? Jeśli umiemy wyciągnąć wnioski, to zawsze warto.

– Pierwszą pracę jaką dostałaś w gastronomii było od razu stanowisko zastępcy szefa kuchni w czterogwiazdkowym hotelu. To musiało być duże wyzwanie.

– Tak, całkiem spore. Szczególnie, że szef kuchni zostawił mnie samą na posterunku po pierwszym tygodniu pracy na kolejny tydzień. Łatwo nie było, ale po przygodzie w Edynburgu wiedziałam, że nic i nikt mnie nie złamie (śmiech). Szef kuchni dobrze wdrożył mnie w swoje menu, wiele rzeczy omówiliśmy i miałam fajną załogę, a kompetentni pracownicy to sukces. Był stres związany z presją, którą na siebie nakładałam, ale bardzo dobrze wspominam to doświadczenie.

– Przyszedł też czas na własny biznes. Otworzyłaś restaurację, w której byłaś także szefem kuchni. I choć pandemia pokrzyżowała Twoje plany, potrafiłaś przekuć to w coś pozytywnego.

– Tak, dziękuję, że tak to widzisz. Moja restauracja rozwijała się w bardzo dobrym kierunku. Już po roku można było upatrywać w niej obiecującą przyszłość i wtedy dotknęła nas pandemia, a mnie trudna decyzja o sprzedaży restauracji. Ważne, by w odpowiednim momencie nabrać obiektywizmu i podjąć biznesową decyzję bez sentymentów. Emocji był mnóstwo i długo trawiłam tę porażkę. Teraz uważam, że pieniądze, które straciłam były najlepszą inwestycją w moją wiedzę i doświadczenie. Obecnie pomagam innym w prowadzeniu biznesów gastronomicznych, robię audyty finansowe i przestrzegam przed błędami, które sama popełniłam. Wspieram ich w zarządzaniu, szkolę kucharzy i obsługę, tworzę karty menu, liczę food cost i pomagam w tym, by firma zarabiała.

– Co wyróżnia Twoją kuchnię?

– Jestem zwolenniczką szybkiego gotowania. Od kiedy pamiętam, nie dawałam sobie na przygotowanie obiadu więcej niż 20-30 minut z powierzchownym sprzątnięciem. I chyba takie są moje przepisy. Szybkie, zdrowe i proste do wykonania. Nie wchodzę w kuchnię fine dine, uważam, że są w tym lepsi ode mnie, ale mam na swoim koncie zaserwowanych kilka wysublimowanych kolacji degustacyjnych swojego autorstwa.

– Często powtarzasz, że Twoją misją jest karmić pysznym jedzeniem i pożyteczną wiedzą. Co w takim razie powinniśmy jeść i co wiedzieć?

– Przede wszystkim czytać etykiety na produktach spożywczych, jeść jak najwięcej naturalnych składników, czyli nieprzetworzonych. To oznacza np. na obiad mięso+warzywa+kasza, a na śniadanie owsiankę, naleśniki, jajecznicę czy omleta z kurczakiem. Starajmy się ograniczać wędliny. Wybierzmy ser żółty zamiast topionego, który z serem nie ma za wiele wspólnego. Proces jego wytworzenia jest długi, a jedzenie traci większość wartości odżywczych. W miarę możliwości jedzmy na świeżo, z każdym podgrzaniem dań tracimy witaminy i minerały. To proste zasady, które uzdrawiają nasze ciało.

– Jakie kolejne wyzwania stawia sobie Klaudia Budny? O czym marzysz?

– Marzy mi się sieć kawiarnio-śniadaniowni, w których ludzie mogliby zacząć dobrze dzień, z gwarancją, że zjedzą pysznie, zdrowo i zostaną obsłużeni tak, jak na to zasługują. Nie chcę zdradzać całego konceptu. Drugim marzeniem jest otworzenie fundacji i wspieranie młodzieży z anoreksją, bulimią i podobnymi problemami żywieniowymi. A poza tym chcę wciąż wspierać innych w gastronomii, ponieważ daje mi to mnóstwo satysfakcji.

– Będziesz gwiazdą XIII Festiwalu Opolskich Smaków. Co dla nas ugotujesz?

– Jeszcze nie byłam w Opolu, dlatego też jadę do Was z ogromną ciekawością i ekscytacją. Uwielbiam poznawać nowe miejsca. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie i zaproszenie mnie. Co ugotuję? Nie zdradza się takich niespodzianek (śmiech). Do pysznego zobaczenia!

Rozmawiała Alicja Kosakowska
Zdjęcia Michał Zdanowicz

Wywiad ukazał się w lipcowym wydaniu magazynu "Opole i Kropka": www.opole.pl/dla-mieszkanca/aktualnosc/siegnij-po-lipcowy-numer-opole-i-kropka

Dane kontaktowe
Wydział Promocji
ul. Szpitalna 3b-5-7
45-010 Opole
bp [at] um.opole.pl
Lokalizacja