Koperta ze znakiem małpki.

urzadatum [dot] opole [dot] pl

Strona z projektami dofinansowanych z funduszy europejskich realizowane przez Miasto Opole
Strona z informacją o projektach dofinansowanych ze środków budżetu państwa
Strona główna elektronicznej platformy usług administracji publicznej
Strona Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Miasta Opole
udostępniony zestaw kanałów informacyjnych RSS strony www.opole.pl
Tłumacz języka migowego
tekst łatwy do odczytania ETR
Miasto
Kultura

Granice możliwości - rozmowa z Michałem Worochem

Fot. M. Woroch

Pokonuje trudy każdego dnia, bo choruje na rdzeniowy zanik mięśni, ale jak sam mówi, lubi sięgać daleko. Michał Woroch – podróżnik, fotograf, który inspiruje i motywuje do sięgania po swoje – opowie nam o ostatniej podróży w Himalaje, gdzie udał się na „dach świata”, zamieniając wózek na specjalnie skonstruowany łazik terenowy.

 

fot. M. Woroch

 

– Po podróży na wózku przez obie Ameryki z kompanem Maciejem Kamińskim, wydawać by się mogło, że nic bardziej ekstremalnego zrobić się już nie da, po czym udajesz się w podróż w Himalaje. Skąd wziął się ten pomysł?

– Himalaje zawsze mi się marzyły, ale nigdy nie sądziłem, że można ich dotknąć. W pewnym momencie jeżdżąc na różne festiwale podróżnicze po Polsce, poznałem Andrzeja Bargiela. Spotykając go na jednym z takich wydarzeń, usłyszałem od niego: Przyjedź na moje urodziny. Moja odpowiedź brzmiała: Andrzej, my się nie znamy, po co ja mam przyjeżdżać na Twoje urodziny? Andrzej bardzo nalegał mówiąc, że: Musisz przyjechać, żeby poznać osobę, którą masz poznać. Nagle zjawiam się na Kalatówkach w schronisku, na super urodzinach Andrzeja. Siedzę sobie przy stole i  siedzi tam mój dobry znajomy Bartosz Mrozek, którego poznałem w momencie, kiedy poznałem także Macieja – tego od obu Ameryk (poznałem ich w szpitalu prof. Talara w Bydgoszczy – na oddziale rehabilitacji). Bartosz miał mi do przekazania dwie ważne rzeczy. Po pierwsze poinformował mnie o projekcie „Oni uczą” organizowanym dla osób z niepełnosprawnościami ruchowymi przez Fundację Reaxum dla paraolimpijczyków – mimo że ja paraolimpijczykiem nie jestem. A po drugie poinformował mnie, że zrobił łaziki, które nazwał pojazdami tatrzańskimi i mówi do mnie: „Weźmy Maćka i zróbmy coś szalonego”. I wtedy powiedziałem mu, że jeśli mamy coś szalonego zrobić w górach – to skoro powietrze przesiąknięte jest Himalajami – to jedźmy w nie.

– Przyszedł pomysł i co dalej zrobiłeś, żeby móc to marzenie zrealizować?

– Od impulsu do realizacji przygotowywaliśmy się z Bartkiem 951 dni. Rozrysowaliśmy sobie plan na kartce i zastanawialiśmy się – co robić? Początek był taki, że byliśmy na etapie zero. Okazało się bowiem, że łaziki Bartka, które testowaliśmy w polskich górach były za słabe i potrzebowaliśmy wymyślić mocniejszą konstrukcję pojazdu. Kolejnymi etapami było zadbanie o transport, finanse, logistykę i odpowiedzenie sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie podołać fizycznie tej ekspedycji. Moja dobra znajoma Magdalena Jończyk, która oprowadza ludzi po Himalajach, zrobiła dla nas nieprawdopodobny prezent. Przeszła naszą trasę w dwie strony – kładąc linijkę na ziemi i mierząc dla nas Himalaje. To też nam dało taki obraz, że dokładnie wiedzieliśmy, gdzie chcemy jechać. Potem obraliśmy dokładną trasę, bo Magda przywiozła nam z niej zdjęcia.

– Duża wysokość, rozrzedzone powietrze, ośnieżone trasy i objawy choroby wysokościowej. Jak poradziłeś sobie z tymi ograniczeniami?

– Ja wiedziałem, że na wysokości 5000 m n.p.m. jestem w stanie funkcjonować, bo byłem na tej wysokości w poprzedniej wyprawie, a tutaj było  5416 metrów do zdobycia. Niestety nie udało nam się zdobyć tej wysokości, ponieważ spadł śnieg i na poziomie 4000 m n.p.m. zakończyłem ekspedycję. Dokładnie rok temu, właśnie o tej porze byliśmy w Himalajach. Wybraliśmy porę roku, w której miało być sucho i zimno – ale bez deszczu i bez śniegu. A było mokro i śnieżnie, bo przesunęła się pora monsunowa, dłużej padał deszcz i szybciej spadł śnieg.

– I co wtedy postanowiłeś, gdy nie dało się dalej kontynuować wyprawy?

– Tak naprawdę dojechaliśmy na maksa dokąd się dało. I w pewnym momencie ściana śniegu nie pozwala Ci poruszać tym łazikiem, bo on się po prostu zatrzymał. Wcześniej dawał radę przepychać śnieg, aż w pewnym momencie stanął przed śnieżną ścianą i z tym już nic więcej nie dało się zrobić. Doszedłem do ściany. Stąd też tytuł mojej prezentacji na Opolskim Festiwalu Podróżników, który brzmi „Granica śniegu, granica możliwości”.

– To bardzo symboliczny tytuł…

– Tak. Ten tytuł oddaje tę symboliczną ścianę – nie tylko w postaci śniegu, ale mam tu też na myśli wszystkie te rzeczy po drodze, które wydają się podczas wyprawy nie do rozwiązania. To, że my przewieźliśmy w dzisiejszych czasach do Nepalu baterie do łazików – to było ekstremalnie trudne. Z pomocą przyszedł przyjaciel z Dehli, którego poznałem podczas podróży po Amerykach. Wsiadł w samochód pokonując odległość 1000 kilometrów ze stolicy Indii do nas i przyjechał, żeby je nam dostarczyć. Było bardzo wiele problemów po drodze, między innymi z urzędem celnym, ale pewnych granic przesunąć się już dalej nie dało.

– Czy w czasie podróży miałeś czas, żeby poczuć tę ogromną przestrzeń i wolność?

– Ja nie miałem na to czasu. Od momentu, kiedy podjąłem decyzję, że jadę w góry wysokie do powrotu, było tak intensywnie, że nie miałem tam czasu odpoczywać. Było tam cały czas coś do zrobienia i znajdywały się nowe tematy, w których były decyzje do podjęcia. Traktowałem to wszystko jako cel i zadanie do wykonania.

– Co byś powiedział ludziom, którzy boją się sięgać po swoje marzenia – nawet te niewielkie.

– Te małe są najważniejsze! Czasami opowiadam na prezentacjach o moich wyprawach w Himalaje i po Amerykach – siedząc na wózku i to są duże rzeczy dla widzów. Tak naprawdę one wynikają z tego, że kiedyś zrealizowałem małe cele. Przeszedłem długą drogę. Himalaje to osobna rzecz. Ale potrzebowałem trudnego marzenia – mam tu na myśli Ameryki, bo moją ścieżkę wypełniał trud do pogodzenia się z różnymi rzeczami, m.in. też z wózkiem. Potrzebowałem takiego upodlenia podczas tej podróży, żeby dotknąć dna. Przesuwam stale tę swoją granicę i to jest droga. Realizacja marzeń i takie małe sukcesy, które potem stają się większymi, pozwalają mi łatwiej żyć.

– Czy chciałbyś coś jeszcze przekazać opolanom?

– Tak, ostatnio zdobyłem się na wyznanie mojej prawdziwej historii – nigdy wcześniej nie podjąłem się takiej próby, na spotkaniu z rodzicami dzieciaków, które chorują na to, co ja. Była to bardzo szczera rozmowa, w której opowiedziałem, jak kiedyś było źle, a jak jest teraz. I jak bardzo kiedyś nie chciałem być na tym świecie i jak psułem relacje z bliskimi. Na koniec przyszła mi myśl, że najważniejsza jest rodzina i przyjaciele. I żeby takimi małymi krokami przesuwać się w swoich dążeniach do realizacji marzeń czy planów.

 

fot. M. Woroch

 

Rozmawiała Katarzyna Herwy
Zdjęcia Michał Woroch

Więcej informacji o wyprawach na stronie: www.michalworoch.com.

 

Dane kontaktowe
Wydział Promocji
ul. Szpitalna 3b-5-7
45-010 Opole
bp [at] um.opole.pl
Lokalizacja