Władysław Dziewulski (1904 – 1981) | www.Opole.pl

Wyszukiwarka

Władysław Dziewulski (1904 – 1981)

człowiek, męski, biznesmen

Wybitny polihistor, polemista, jedna z najbarwniejszych indywidualności opolskiego środowiska akademickiego, kierownik Katedry Historii Śląska, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego WSP w Opolu, bezkompromisowy recenzent prac naukowych, autorytet historiografii śląskiej.

„Człowiekiem jestem – więc trwam krótko
A potem niezmierzona noc.”
Octavio Paz – laureat nagrody Nobla


Pomyślałem sobie – kto jak kto, ale słynny „Dziewul”, postać wręcz legendarna w Opolu lat sześćdziesiątych, mająca tylu uczniów, spośród których kilku doszło do wysokich tytułów uniwersyteckich, na pewno będzie przypomniana w prasie opolskiej. Ale gdzież tam, kolejny raz potwierdza się gorzka teza, że Opole to miasto niewdzięczne, nie ceniące indywidualności, od budowania własnej tradycji kulturowej stroniące. Iluż wybitnym opolanom za ich życia, gdy brylowali, nadskakiwano, a niekiedy im hołdowano. A gdy zmarli, po odczytaniu nad otwartą mogiłą napuszonych mów, przychodziła okrutna niepamięć. Indywidualność zapadała się w przepaść nicości, jakby jej nigdy w naszym mieście nie było, jakby jej czyny były nic nie znaczącymi gestami.
Po tym gorzkim wywodzie niech mi wolno będzie przywołać pamięć o Władysławie Dziewulskim (1904-1981). Urodził się w Moskwie, w rodzinie oficera armii carskiej. Trzeba pamiętać, że w czasie zaborów wielu Polaków służyło w armii rosyjskiej, dochodząc często do wysokich szarż oficerskich. Studia ukończył na Uniwersytecie Warszawskim i w młodości bardzo angażował się w działalność polityczną, m.in. był członkiem prosanacyjnego Legionu Młodych. Można się domyślać, jak syn oficera carskiego i sympatyk Józefa Piłsudskiego był traktowany podejrzliwie w okresie stalinowskim, a i w 1968 roku nie omieszkano, zwalczając niezależną postawę Dziewulskiego, szermować tymi faktami biograficznymi.
Działalność naukową Dziewulski rozpoczął stosunkowo późno, bo na dobrą sprawę dopiero po wojnie, gdy przekroczył już magiczną czterdziestkę. W latach tuż powojennych przybył na Śląsk i początkowo pracował jako wicestarosta w Bystrzycy Kłodzkiej. Wzmagająca się podejrzliwość stalinowców spowodowała, że schronił się w zacisze pracy badawczej w oddziale wrocławskim Instytutu Zachodniego i we wrocławskiej Pracowni Konserwacji Zabytków. W 1957 roku, już po odwilży październikowej, osiadł w Opolu przy ulicy Matejki i tu dożył ostatnich swych chwil, wiążąc się z naszym miastem na dobre i złe.
Najpierw pracował w Instytucie Śląskim, a od 1958 roku w WSP, gdzie sprawował m.in. funkcje kierownika Katedry Historii Śląska (była to wówczas jedyna tego rodzaju katedra w polskim szkolnictwie wyższym), prodziekana, a następnie dziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego. Z jego seminarium magisterskiego wyszedł liczny zastęp nauczycieli i pracowników naukowych, m.in. profesor Jan Kwak, doc. Manfred Kutyma, dr Marta Hatalska i dr Barbara Golonka.
Zostawił po sobie 150 artykułów i recenzji naukowych oraz kilka książek, wśród nich monografie o trwałej wartości kulturowej: „Zwycięstwo chrześcijaństwa w świecie starożytnym” (Wrocław 1969), „Dzieje ludności polskiej na Śląsku Opolskim od czasów najdawniejszych do Wiosny Ludów” (Opole 1972), „Brzeg – dzieje, gospodarka i kultura” (Opole 1975), „Powstanie i rozwój Bytomia” (Warszawa 1975).
Dziewulski jako recenzent był bezkompromisowy i nie przebierał w słowach, a zwłaszcza gdy miał do czynienia z niedojrzałymi płodami naszej historiografii. Legendami w świecie historycznym obrosły jego polemiki m.in. z prof: Karolem Maleczyńskim z Uniwersytetu Wrocławskiego, a później z prof. Franciszkiem Antonim Markiem na temat prasy śląskiej.
Miał niezwykłe poczucie humoru, charakterystyczny wschodni akcent, potrafił być upokarzająco złośliwy i napastliwy w stosunku do ludzi, których nie cenił, ale też potrafił bez końca oddać się i spieszyć z pomocą w każdej sytuacji i w każdych okolicznościach w stosunku do ludzi, w których widział talent i szlachetność. Nie liczył się z żadnymi autorytetami naukowymi czy pozanaukowymi, jeżeli nie były one zgodne z jego przekonaniami. Mawiał często: „Dla miernoty w świecie naukowym nie może być tolerancji”, „w nauce nie ma demokracji i słabi muszą być wyeliminowani”. Dla niektórych był postrachem, nie znał pojęcia recenzji grzecznościowej.
Miał więc zachwycających się nim zwolenników, ale też nieprzejednanych wrogów. Był erudytą wielkiej klasy, o bardzo szerokich horyzontach polihistora, chociaż ostatnio znalazłem w jego książkach kilka zadziwiających mnie błędów. Gdy w latach sześćdziesiątych władze WSP wystąpiły z wnioskiem o nadanie Dziewulskiemu tytułu profesora, otrzymały odpowiedź podpisaną przez wiceministra oświaty i szkolnictwa wyższego Wita Drapicha, że wniosek jest „na razie nieaktualny”. Po marcu 1968 roku, kiedy na jednym z zebrań zaatakowano go w niezwykle prymitywny sposób, złamano mu ostatecznie karierę akademicką. Dopatrzono się w nim „wroga ludu”, mającego zły wpływ na młodzież akademicką i usunięto go z WSP, zabraniając kontaktu ze studentami, kierując go wyłącznie do pracy naukowej w Instytucie Śląskim. Wtedy też przesądzono sprawę jego awansu. Został wiecznym docentem i to w czasie, kiedy na uczelniach zaroiło się od mianowanych – z tytułu zasług politycznych – tzw. docentów marcowych, do dziś bardzo aktywnych, choć już pod innymi barwami ideologicznymi.
Istnieje uproszczona opinia, że po wydarzeniach marcowych szykanowano i krzywdzono tylko uczonych pochodzenia żydowskiego. Władysław Dziewulski, prof Jan Biernat – dziekan Wydziału Mat.-Fiz.-Chem. i prof Eugeniusz Konik – dziekan Wydz. Fil.-Hist. WSP, pozbawieni stanowisk na uczelni po marcu 1968 roku, są przykładem, że decydowały o tym nie tylko względy rasowe.
Władysław Dziewulski uważany jest ciągle za wybitny autorytet w historiografii śląskiej. Gdy zmarł 23 marca 1981 roku, w chwili gdy w Polsce nabrzmiewały napięcia polityczne, jego uczniowie z Instytutu Śląskiego napisali na łamach „Trybuny Opolskiej”: „Odszedł, ale dla nas zostanie zawsze naszym Docentem. Taki stopień w nomenklaturze zawodowej, mimo wiedzy wystarczającej na kilka etatów profesorskich posiadał. Pozostanie Docentem, będąc bowiem naszym starszym kolegą zawsze był nam nauczycielem. Odszedł po 35-letnim związaniu się z ziemiami, które po wojnie wróciły w granice państwa, po prawie ćwierć wieku trwającej działalności naukowej w Opolu, pracy nad przywracaniem regionowi jego prawdziwej historii, kształceniem nauczycieli i wychowywaniem następców, którzy kontynuują jego trud badawczy”.
Na opolskim cmentarzu nie ma grobu Władysława Dziewulskiego. Zwłoki jego wywiezione zostały bowiem do grobowca rodzinnego na cmentarz w Toruniu. Nie ma też ulicy jego imienia w naszym mieście, ale w miejskich bibliotekach zostały jego świetne książki, a w czasopismach naukowych dziesiątki artykułów, mówiących o dziejach miast śląskich: od Strzegomia na Dolnym Śląsku do Bytomia na Górnym.
Stanisław Sławomir Nicieja
Źródło: Miejski Biuletyn Informacyjny nr 10-11/26-27 (październik-listopad 1994).

2012-11-21 00:00:00
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.