Urodził się 6 maja 1911 roku w Busku, w dawnym województwie lwowskim. Jako młodzieniec ujawniał nieprzeciętne zdolności manualne i zainteresowania techniczne. Z tych też względów jego rodzice - Leon i Maria z domu Gąsowska - postanowili wysłać go na studia politechniczne do Lwowa. Jednak w czasie odbywanej w ramach regulaminu studiów praktyki zawodowej w ludwisarni braci Felczyńskich w Przemyślu, zapadł na niebezpieczną chorobę i na kilka tygodni trafił do szpitala Tam nastąpiła zaskakująca metamorfoza w zainteresowaniach młodego studenta.
Po odzyskaniu zdrowia nie wrócił już na Politechnikę i w tajemnicy przed rodzicami, których pragnieniem było mieć syna inżyniera, podjął studia medyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Po latach powiedział swoim bliskim: "Leżąc w szpitalu, poczułem powołanie medyczne - a powołanie to święta rzecz - bez niego nie można być dobrym lekarzem i w ogóle człowiekiem sukcesów w tym zawodzie".
W 1934 roku Kiryłowicz, będąc studentem 6 semestru, rozpoczął pracę jako wolontariusz w klinice uniwersyteckiej, prowadzonej przez światowej sławy chirurga prof. Tadeusza Ostrowskiego i tam przechodził poszczególne progi specjalizacji. Była to świetna szkoła, gdyż Wydział Lekarski Uniwersytetu Lwowskiego, należał do najlepszych w Europie, do czasu, gdy w tragiczną noc z 3 na 4 lipca 1941 roku Niemcy na Wzgórzach Wuleckich wymordowali najwybitniejszych profesorów tej wszechnicy. Kiryłowicz przeżył tę tragedię dzięki łutowi szczęścia, był wszak przed wejściem Niemców do Lwowa kierownikiem kliniki uniwersyteckiej.
Wojnę spędził w prowincjonalnych szpitalach w Żółkwi, Bórce i Krośnie. W kwietniu 1945 roku jednym z pierwszych transportów przyjechał na Śląsk Opolski. Początkowo zatrzymał się w Koźlu i niemal tuż po przybyciu odbył pierwszą operację, która głęboko zapadła w jego pamięć. Zbigniew Nietyksza - w tomie reportaży "Ziemia odrodzona" (wydanym w Opolu w 1955 r. ) - tak relacjonował okoliczności tego wydarzenia:
"Kiryłowicz nawet jeszcze nie zdążył się rozejrzeć po nowym miejscu zamieszkania; nikogo prawie nie znał i nikt również nie wiedział o nim. Czy wobec tego mógł spodziewać się wizyty kogokolwiek innego prócz szabrowników i to jeszcze w nocy? Tymczasem właśnie późną porą w piękną rozgwieżdżoną noc, ze snu wyrwało go gwałtowne kołatanie do drzwi. Po krótkiej, nieufnej indagacji (w okolicy buszowali bowiem nie przebierający w środkach szabrownicy) zdecydował się otworzyć. W kilka minut później, wraz z młodym - po wiejsku ubranym mężczyzną, wniósł opatuloną w pościel, jęczącą, brzemienną kobietę. Poród był bardzo ciężki, rozstrzygnęło cesarskie cięcie. Ale ostatecznie dziecko i matka - wrócili zdrowi do domu". Dla Kiryłowicza pozostało na zawsze tajemnicą kto tak szybko rozpowszechnił informację, że do Koźla przybył "zza Buga" lekarz i skąd dowiedziała się o tym rodzina owej pacjentki, zamieszkująca w jednej z okolicznych wiosek.
W Koźlu Klemens Kiryłowicz mieszkał 13 lat i jak podają statystyki przeprowadził tam 13 tysięcy operacji. 15 lipca 1958 roku po wygraniu konkursu został ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej w Szpitalu Wojewódzkim im. Karola Miarki w Opolu. Kilka lat później minister zdrowia powołał go na stanowisko specjalisty wojewódzkiego do spraw chirurgii ogólnej i przewodniczącego Wojewódzkiego Zespołu Konsultantów. Cały czas pracował naukowo. Mimo ciężkich warunków, na jakie narażony jest chirurg-naukowiec pracujący poza uczelnią, ogłosił drukiem 27 prac naukowych oraz otrzymał zatwierdzenie 7 patentów na wynalazki i usprawnienia w medycynie. O jednym z tych wynalazków, służącym do usuwania skrzepów i zrostów tętnic, w 1969 roku prasa ówczesna pisała: "Głośny jest pomysł amerykańskiego lekarza, który miast operować tętnicę, wprowadził do niej cienki drut zakończony małym balonikiem. Balonik nadmuchany podczas ruchu w tętnicy oczyścił ją ze skrzepów. Przedstawiony ostatnio na forum lekarskim przyrząd opolanina, dr. Kiryłowicza, jest jednak bardziej wszechstronny i skuteczniejszy. (...) Jest to umocowany na drucie okrągły nożyk, a w nim ruchome żądło, które kruszy skamielinę w tętnicy i usuwa ją. Aby nie uszkodzić tętnicy przed nożykiem znajduje się prowadnica. Przyrząd do usuwania skrzepów z grubych żył brzusznych działa na zasadzie pompki. Znalazłszy się w żyle, dzięki wiatraczkowi wypompowuje krew i skrzepy".
Nie będziemy tu podawać innych specjalistycznych wynalazków Klemensa Kiryłowicza, ale nie wolno pominąć faktu, iż w roku 1977 na podstawie nowatorskiej pracy pt. "Elektrody do zewnątrztorakalnej stymulacji serca" uzyskał on habilitację we wrocławskiej Akademii Medycznej. Za swą pracę naukową i społeczną otrzymał też kilkanaście odznaczeń państwowych i regionalnych. Zmarł 19 maja 1979 roku na atak serca wkrótce po przeprowadzonej przezeń operacji, w trakcie której zasłabł. Dziś spoczywa pod marmurowym nagrobkiem na cmentarzu Na Półwsi.
W opolskim szpitalu im. Karola Miarki wmurowano tablicę ku wiecznej pamięci opolskiego mistrza lancetu.
Źródło: Miejski Biuletyn Informacyjny nr 3/35 (marzec 1995).