Wyszukiwarka

„FESTIWAL KSIĄŻKI” – rozmowa z Remigiuszem Mrozem

„FESTIWAL KSIĄŻKI” – rozmowa z Remigiuszem Mrozem

17-18 czerwca po raz pierwszy w Opolu odbędzie się Festiwal Książek. Wśród gości pojawią się również opolskie akcenty, a to za sprawą Remigiusza Mroza, opolskiego pisarza kryminałów, który zgodził się z nami porozmawiać nie tylko o książkach.

– Już niedługo spotka się Pan ze swoimi czytelnikami w Opolu w ramach Festiwalu Książki. Czy ma Pan tutaj dużo fanów/fanek?

Wychodzę z założenia, że nigdzie nie mam fanek czy fanów, bo pisarz nie powinien ich mieć. Natomiast czytelniczki czy czytelników – jak najbardziej! Sam autor jest bowiem kimś w rodzaju tajnego agenta dla swoich książek – to one, a nie osoba, która je pisze, są istotne. Owszem, pisarze coraz częściej pojawiają się w mediach, promują swoje dzieła, udzielają się na rozmaitych płaszczyznach, ale nigdy nie powinno być tak, że autor przyćmiewa swoją twórczość. Chyba że za pisanie zabiera się ktoś, kto jest już świetnie znany z wykonywania innego fachu. A ilu czytelników mam w Opolu? To się dopiero okaże podczas festiwalu (śmiech).

– Jak się Panu podoba formuła festiwalu, czyli połączenie targów książki z muzyką?

Idealne połączenie! Zanim wyjechałem z Opola na studia, byłem przekonany, że tak naprawdę nie figurujemy w świadomości zbiorowej jako stolica polskiej piosenki – tak jak Sopot kojarzy się raczej z wakacyjnym wypoczynkiem nad morzem, a nie ichniejszym festiwalem. Po tym jednak, jak zamieszkałem w Warszawie i ktoś pytał mnie, skąd jestem, przekonałem się, że byłem w błędzie. Opole jest w istocie znane właśnie z festiwalu i muzyki. Zagospodarowanie tej świadomości i połączenie jej z literaturą uważam za wyjątkowo trafiony pomysł! Wydaje mi się zresztą, że te dwie sfery doskonale się ze sobą łączą – i choć zawsze piszę w absolutnej ciszy, na kartach moich powieści muzyka odgrywa ogromną rolę. A czasem stanowi nawet koło zamachowe całej fabuły.

– Powrót po emigracji studenckiej w rodzinne strony był świadomym wyborem?

Pewnie. Pewnego dnia podjąłem właściwie bardzo prostą decyzję – zostawiam wszystko, wyprowadzam się z Warszawy, nie kontynuuję prawniczych planów i poświęcam się pisaniu. Wróciłem do Opola, złapałem oddech i skupiłem się wyłącznie na tym, co naprawdę chciałem w życiu robić. Dziś mogę powiedzieć, że była to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem, choć swojego czasu zastanawiałem się, czy aby nie porywam się z motyką na słońce i nie rezygnuję z pewnej, stabilnej przyszłości na rzecz wielkiej niewiadomej.

– Pana dorobek literacki jest imponujący. Rozumiem, że traktuje Pan pisanie jako pełnoetatowe zajęcie?

Inaczej nie da się tego robić na poważnie. Piszę od rana do czternastej, potem wychodzę na kilkunastokilometrowy bieg, jem obiad, oglądam serial, a następnie znów piszę do wpół do dwunastej w nocy. Powtarzam tę rutynę, od kiedy wróciłem na dobre z Warszawy, czyli od trzech lat – i dzięki temu rzeczywiście udało mi się napisać „kilka” książek (śmiech).

– Zdarzają się odstępstwa?

Jeśli mam w tej kwestii cokolwiek do powiedzenia, to nie. Czasem siła wyższa wymusza mniejsze lub większe zmiany, a czasem muszę poświęcić trochę czasu na redakcję, ale układ godzinowy pozostaje niezmienny. Wydaje mi się, że bez tego nie dałbym rady pracować tak intensywnie – narzucony kierat zastępuje mi szefa, którego w pisarskim fachu próżno szukać. Na szczęście!

– Skąd bierze Pan pomysły do powieści? Czy wystarczy bieganie po lesie?

Czasem wystarczy. Szczególnie kiedy mży, z odtwarzacza płyną mocne gitarowe riffy, gdzieś w oddali unosi się mgła, a w lesie nikogo oprócz mnie nie ma. W takich okolicznościach wcale nietrudno o to, by pisarz-biegacz natknął się na ciekawą kryminalną ideę… A skąd biorą się pozostałe? Trudno powiedzieć. Neil Gaiman twierdzi, że w ich poszukiwaniu idzie na pewien niewielki targ i wybiera to, co najbardziej go interesuje. Stephen King utrzymuje, że gdzieś w stanie Maine znajduje się sklep, w którym można kupić trochę dobrych pomysłów. Skąd takie odpowiedzi? Stąd, że tak naprawdę żaden pisarz nie wie, gdzie znajduje się źródło idei. Czasem coś wpadnie do głowy, zakotwiczy się z tyłu umysłu na długie lata, a potem nagle okazuje się, że to przyczynek do historii, którą można opowiedzieć na kilkuset stronach.

– Jak Pan widzi siebie za 10-20 lat? Czy pisanie to zajęcie do emerytury?

Odpowiedziałbym, że tak, ale… właściwie nie planuję emerytury. Zamierzam pisać tak długo, jak będzie to możliwe.

www.festiwalksiazki.pl

2016-06-16 14:31:09
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.